17:45 | GMT: 16:45 Witaj, jesteś niezalogowany/a  |   Zarejestruj  |  
Blog Piotra Kuczyńskiego

Informacja

Jako, że 24. kwietnia 2015 kończę swoją współpracę z Macronext informuję, że najprawdopodobniej blog i Forum wróci (bo tam jest jego ojczyzna;-) na strony Bankier.pl. Wstępnie (bo potem to się może zmienić) będzie można go znaleźć pod adresem: http://kuczynski.blogbank.pl/   ...
Czytaj całość »

Układ, który może niepokoić

   Jest wiele tematów, które zasługują na omówienie w tym moim, ostatnim już tekście na Macreonext.pl (informacja na końcu tekstu). Można, a nawet należałoby pisać o systemie SKOK. A jest o czym. Wyobraźcie sobie państwo, co by się działo, gdyby upadł SKOK Wołomin, a system nie byłby objęty ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Pożar objąłby cały system, bo żaden bank nie wytrzyma naporu tłumu, a na ulice wyległoby 2,5 milina ludzi żądających zwrotu swoich pieniędzy.     Można też pisać o wprowadzoną „ni z gruszki ni z pietruszki” dyskusji o wejściu do strefy euro. Bezsens tej dyskusji przed wyborami prezydenckimi (co innego jeśli chodzi o parlamentarne) jest widoczny, jeśli człowiek uświadomi sobie, że Prezydent RP nie może ani przyspieszyć ani zablokować wejścia do strefy euro. Nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie. O SKOK i euro jednak już napisałem w tekście, który ukaże się na początku tygodnia (6-10.04) na portalu Krytyki Politycznej.   Tutaj, na blogu, zostawiłem sobie temat, który przemyka przez łamy prasy, a w mediach elektronicznych (poza Internetem) praktycznie nie istnieje. Chodzi mi o negocjowany między USA i Unią Europejską układ TTIP (Transatlantic Trade and Investment Partnership, czyli układ o Transatlantyckim Partnerstwie na rzecz Handlu i Inwestycji).    Negocjacje nad tym układem prowadzone są z zachowaniem tajemnicy, a skutki TTIP będą poważne i przez nieświadome społeczeństwo całkowicie i przez długi czas niezrozumiane, a według mnie w Polsce bolesne. Przy zachowaniu proporcji można powiedzieć, że skutki TTIP będą tak odbierane jak reforma emerytalna z 1999 roku. Jej skutków też olbrzymia większość Polaków nie rozumiała.    Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania tekstu na temat TTIP, ale ostatecznie pchnął mnie do klawiatury artykuł Jacka Żakowskiego („Polityka” wydana wyjątkowo we wtorek 31. marca) pod tytułem „ Niewyraźny ten TTIP”. Tytuł sygnalizuje, że autor ma wą...
Czytaj całość »

Nierówności doprowadzą do wymiany elit?

  Coraz częściej na świecie mówi się o nierównościach i ich wpływie na życie ludzi. Zintensyfikowała dyskusję wydana rok temu książka „Kapitał XXI wieku”, francuskiego ekonomisty Thomasa Piketty’ego. Krytyka Polityczna wyda wiosną 2015 tłumaczenie tego, 700 stronicowego, dzieła. Polski główny nurt bardzo podejrzliwie podchodzi do tez prezentowanych w tym dziele.    Była też wydana w Polsce książka „Duch równości” (Kate Pickett, Richard Wilkins). Na świecie wokół tej pozycji toczyły się potężne dyskusje. Nic dziwnego – autorzy udowadniali, że bardzo wiele trapiących nasze społeczeństwa nieszczęść mają swoje źródła w nierównościach majątkowo – dochodowych. Czy mają rację? Czy rację ma też Thomas Piketty twierdząc, że jesteśmy na najlepszej drodze do stałego, dramatycznego wzrostu nierówności? Czy ma rację postulując wprowadzenie progresywnego podatku majątkowego? To fascynujące pytania, ale u nas dyskusja trwa gdzieś na obrzeżach mainstreamu.    Oczywiście, lewicujący ekonomiści, książkę Thomasa Piketty’ego chwalą. Z pełnym zachwytem wypowiada się o niej noblista Paul Krugman, nieco tylko bardziej krytycznie, broniąc kapitalizmu pisze i mówi o niej inny noblista, Joseph E. Stiglitz.   Druga strona, ta bardziej rynkowo ukierunkowana (żeby nie powiedzieć neoliberalnie), jest bardzo krytyczna. Robert P. Murphy wyznawca austriackiej szkoły ekonomicznej, miażdży tezy zawarte w książce Piketty’ego. Bardziej życzliwy, ale nie mniej krytyczny jest Larry Summers, były główny ekonomista Banku Światowego i sekretarz Skarbu Stanów Zjednoczonych za prezydentury Billa Clintona.   Jak widać nawet z tych nielicznych przykładów dyskusja jest ożywiona i bardzo ostra. I bardzo dobrze, że taka jest, bo temat jest niezwykle ważny. Rosnące nierówności są według mnie wynikiem nie tyle narastaniu majątku w wyniku wolniejszego wzrostu gospodarczego i wysokich oszczędności, o czym pisze Piketty, ile stopniowej zamiany państw opiekuńczych na państwa rządzą...
Czytaj całość »

Kredyty we frankach zaproszeniem do dyskusji o prawie bankowym

Kredyty we frankach są najważniejszym problemem dla Polski. Takie wrażenie może odebrać obcokrajowiec, gdyby znał polski i obserwował pilnie to, co pojawia się w naszych mediach i co mówią nasi politycy. Problem w tym, że (z mojej obserwacji można wysnuć taki wniosek), że politycy i ludzie mediów są najbardziej zadłużeni we frankach. Prawdę mówiąc każdy, kto mówi o kredytach walutowych powinien informować, czy jest zadłużony we frankach (ja nie jestem i nigdy nie byłem). Ja od 10 lat, a może i wcześniej mówiłem, że należy brać kredyty w walucie, w której się zarabia – to mówiło dużo osób. Ja dodawałem jednak też, że jeśli ktoś świadomie zdecyduje się wziąć taki kredyt to powinien zdawać sobie sprawę, że automatycznie staje się spekulantem walutowym narażonym nie tylko na ryzyko stopy procentowej (jak złotówkowy kredytobiorca), ale i na ryzyko kursu walutowego. Skoro tak zawsze mówiłem, to mam pełne prawo do krytykowania tych, którzy mnie nie słuchali, a teraz wyciągają ręce po pieniądze do banków lub państwa, a tak naprawdę do wszystkich Polaków. Nawiasem mówiąc to prawda, że SNB w połowie stycznia nagle uwolnił franka. Przedtem bronił poziomu 1,20 do euro przez 3 lata. Przez ten czas kredytobiorcy korzystali z tego zamrożenia. Był czas na przewalutowanie…Twierdzi się też, że to rząd jest winien problemom „frankowiczów”, bo gdybyśmy przyjęli euro w 2011 roku ( jak obiecywał Donald Tusk) to nie byłoby problemów. To nie jest prawda. W czasie, kiedy złoty osłabł w stosunku do franka o sto procent euro straciło 70 procent. Nieco lepiej, ale niewiele lepiej. Rzeczywiście przynajmniej do 2006 roku, kiedy to KNF zaostrzył kryteria przyznawania kredytów walutowych polityka banków była bardzo lekkomyślna. Nie oszukiwały, ale zarządy i analitycy powinni zadawać sobie sprawę z zagrożenia rynkiem walutowym. Choćby tym jak „przejechali” się Włosi na kredytach w niemieckich markach w końcu lat osiemdziesiątych. Najpewniej z tego też powodu jak również dlatego, że taka była pol...
Czytaj całość »

Pourlopowy komentarz

  Po powrocie z dłuższego urlopu stwierdziłem, że powinienem zrobić małe résumé. Wydawało się, że to, co widzę prezentuje się dosyć klarownie, ale zaburzyła tę klarowność nieoczekiwana decyzja szwajcarskiego banku centralnego (SNB). O tym niżej.    Zauważyć trzeba, że terrorystyczne ataki we Francji nie doprowadziły do spadków indeksów we Francji czy w Niemczech, krajach najbardziej narażonych na ataki fundamentalistów muzułmańskich. Mam wrażenie, że gracze nie doceniają tego problemu. Rodzi się w krajach z dużą społecznością muzułmańską coś na kształt wojny cywilizacji (wrażliwi intelektualiści bardzo nie lubią takich konkluzji). Akcja rodzi reakcję, a to może doprowadzić do potężnych zmian w rządach krajów europejskich i bardzo zaszkodzić rynkom finansowym. To jest jednak problem do osobnego omówienia.   Na rynku surowcowym kontynuowana była w styczniu przecena ropy, do której doszlusowała przecena miedzi. Mocny dolar sprzyjał grze na przecenę tych dwóch surowców. Miedź wręcz ścigała się z ropą w byciu liderem spadków. Najbliższe wsparcie na ropie WTI jest dopiero w okolicach 35 USD. Spadki cen miedzi mogą niepokoić, bo jeśli rzeczywiście jak to się kiedyś mówiło „miedź ma doktorat z ekonomii” to spadki cen tego metalu źle wróżą koniunkturze gospodarczej.   Na tle ropy i miedzi bardzo dobrze wyglądało złoto, które podtrzymało sygnał kupna. Wzrost ceny nie został zahamowany przez umocnienie dolara, a przecież cena złota jest bardzo mocno negatywnie skorelowana z dolarem. Spadała też szybko rentowność amerykańskich obligacji. Drożejące złoto i obligacje (spadek rentowności to wzrost ceny) sygnalizują, że rynki się boją i kapitały uciekają do bezpiecznej przystani, co dobrze bykom nie wróży.   Rynek akcji w USA był od początku roku bardzo zmienny i nerwowy. Zły dla byków przełom roku po paru dniach zakończył się mocnymi zwyżkami indeksów, a potem indeksy znowu zaczęły spadać. Ściągały je w dół spadki cen surowców. Eksporterom ameryka...
Czytaj całość »

Biblioteka nr 6

Tak jak to się często zdarza na przełomie roku mam urlop, więc w celu ułatwienia koledze, który będzie moderował dyskusje zamiast normalnego tekstu umieszczę tylko kolejne rekomendacje dla książek, które ostatnio czytałem. Jeśli chodzi o rynki, czyli płynącego po rynku ropy „czarnego łabędzia” to poniżej znajdziecie państwo krótki komentarz. Przez ostatnie pół roku cena baryłki ropy WTI spadła o około 50%. Do pięcioletniego minimum. Wielu ludzi głowi się nad wyjaśnieniem tego fenomenu. Ja od wielu lat twierdziłem, że sektor finansowy doprowadził do zdesynchronizowania gospodarki i rynków finansowych, co prowadziło w poprzednich latach do dzikich i zupełnie nieusprawiedliwionych popytem i podażą ruchów cen aktywów (również surowców). Teraz sytuacja jest podobna, chociaż jednak bardziej skomplikowana. Do czystej gry funduszy inwestycyjnych dochodzi dwuznaczna polityka OPEC (szczególnie Arabii Saudyjskiej) oraz wojna ekonomiczna z Rosją. Z fundamentalnego widzenia na rynek zaczęły napływać negatywne informacje o relacjach podaż – popyt. Trwał gra z Rosją, co miało doprowadzić do rzucenia jej na kolana. Sukcesy były niewątpliwe – potężna przecena rubla i ropy uderzy w fundamenty rosyjskiej gospodarki. Poza tym OPEC nie chciał redukować wydobycia. Mówi się, czego oczywiście nie da się udowodnić, że Arabia Saudyjską idzie na rękę USA w walce ekonomicznej Stanów z Rosją. To nie jest wykluczone. Mówi się też, że Arabia Saudyjska chce stworzyć sytuację, w której wydobycie ropy łupkowej stanie się mało opłacalne. Można sobie wyobrazić wykupienie akcji (gwałtownie taniejących) firm wydobywających ropę przez tradycyjnych producentów, co na długi czas mogłoby zahamować wydobycie ropy łupkowej. Takie spadki ceny ropy i gwałtowna przecena rubla zaszkodziły rynkom finansowym, bo przeceniało sektor wydobywczy i zmniejszało konkurencyjność gospodarki amerykańskiej (USA miały przewagę nad innymi z powodu taniej ropy). Przecena rubla i ropy zwiększała prawdopodobieństwo niewypłacal...
Czytaj całość »

Banki centralne nadal drukują

Powoli zbliżamy się do końca roku, ale na razie jeszcze podsumowania robił nie będę. Pojawi się w tekście klika różnych tematów, bo trudno na jednym skupić uwagę skoro takiego najważniejszego nie ma. Zacznę od polityki, bo trudno zupełnie nie wspomnieć o wyborach samorządowych. W tym kontekście zwróciłbym uwagę sukces PSL zapominając o awanturze, która napięcie polityczne w Polsce zwiększa, co może (nieznacznie) z czasem zaszkodzić koniunkturze gospodarczej. Nie ulega wątpliwości, że wybory były sukcesem PSL. Owszem struktury ma silne, owszem nieco (nie za dużo) pomogła ta osławiona pierwsza strona w „zeszyciku” wyborczym, ale to wszystko nie wyjaśnia blisko 24. procent poparcia. Zastanowiłbym się nad tym, czy wyraźne dystansowanie się PSL od mocnego popierania Ukrainy w jej konflikcie z Rosją, nie dodał PSL kilku punktów procentowych. Nie jest przecież tajemnicą, że bardzo wielu Polaków nie popiera linii dyktowanej przez główny nurt polityczno-medialny. Niekoniecznie muszą się oni z tą postawą afiszować w przeróżnych sondażach opinii publicznej. W kontekście konfliktu Rosja – reszta świata (bez państw BRIC) warto też rzucić okiem na artykuł, do którego link podał jeden z Forumowczów (http://fortruss.blogspot.com/2014/11/grandmaster-putins-golden-trap.html). Zgadzam się z tym, że Rosja usiłuje zabezpieczać ceny ropa złotem, ale dalsze tezy tego artykułu są bardzo wątpliwej jakości. Poza jeśli zamiana pożytków z ropy i gazu na złoto jest usiłowaniem zabezpieczenia ceny ropy w złocie to jest to zabieg niezbyt udany, bo nawet w złocie ropa traci (chociaż mniej). W marcu można było kupić 13 baryłek ropy WTI za uncję złota, a w listopadzie 16. Nie ulega jednak wątpliwości, że zarówno Chiny (to bardziej poważna sprawa) jak i Rosja coś na rynku złota robią i mocno je skupują. Cena nie rośnie, bo fundusze na rynku kontraktów na złoto ciągle zajmują krótkie pozycje, ale jeśli pojawi się wyższa inflacja to złoto zdrożeje natychmiast. Nie wierzę w złotego rubla (są też i t...
Czytaj całość »

Październik dobrym miesiącem dla byków (poza GPW)

  Na przełomie września i października sytuacja na giełdach wyglądała na bardzo poważną dla posiadaczy akcji. Indeksy spadały jak liście z drzew i pojawiało się nawet pytanie, czy październik, miesiąc krachów, nie zakończy się ostrą przeceną. Tak się nie stało. Indeksy w Europie i w USA wzrosły. Warszawa znowu zachowała niezależność. We wrześniu, który Wall Street kończyła spodkami indeksów, WIG20 zyskał, ale w październiku, którego druga połowa była doskonała dla byków na rynkach akcji, GPW była słaba.    Wróćmy jednak na Wall Street. Oczywiste było, bo liczby nie kłamią, że rynki weszły w dużą korektę, a początek października nie zapowiadał nic dobrego. Jeszcze parę tygodni wcześniej słabe dane były interpretowane „na odwrót” – im słabsze tym lepiej, bo Fed będzie musiał pomóc gospodarce. Tym razem takiej reakcji nie było. Rozpoczynający sezon raportów spadek ceny akcji po lepszych wynikach i dobrych prognozach też był niepokojącym sygnałem. Na rynku po prostu zmieniły się nastroje. Z „kupuj każdy spadek” na „zrealizuj przynajmniej część olbrzymich zysków”.   Zmienność była potężna, co owocowało dzikimi zmianami indeksów. Fatalnie zachowywały się szczególnie giełdy europejskie. Nic dziwnego – szkodziła im bardzo sytuacja panująca w Grecji. Poza tym szefowa MFW, Christine Lagarde, oświadczyła, że jeśli strefa euro nie zwiększy inwestycji to grozi jej recesja. Na domiar złego bardzo znany inwestor, miliarder Carl Icahn powiedział w telewizji CNBC, że korekta na rynku akcji jest nie do uniknięcia.    Do paniki w Niemczech i we Francji ewidentnie doprowadziły informacja o tym, że ECB złagodzi warunki dostępu do linii kredytowych dla greckich banków. Odczytuje się to, jako zwiększenie prawdopodobieństwa konieczności udzielenia Grecji kolejnej pomocy. Indeks grecki od wiosny stracił ponad 40 procent (ostatnio sytuacja poprawiła się nieco), a rentowność greckich obligacji przez miesiąc wzrosła z 5,5 do 8,5 proc. Dlaczego? Stare problemy –...
Czytaj całość »

Wrzesień nie był groźny… dla GPW

   Początek września był bardzo korzystny dla obozu byków na rynkach akcji zarówno w Europie jak i w USA oraz w Polsce. Środek miesiąca też był niezły, ale druga jego połowa zaczęła potwierdzać złą sławę tego miesiąca. Przypomnijmy, że wrzesień w USA uznawany jest za miesiąc najgorszy dla akcji, mimo że podczas ostatnich pięciu lat cztery razy ten właśnie miesiąc przynosił wzrosty indeksów.    Tym razem zakończenie miesiąca zakończyło się spadkiem podobnym do tego, który widzieliśmy w lipcu. Mało tego – co prawda kwartał zakończył się mikroskopijnym wzrostem indeksu S&P 500, ale był to wzrost najmniejszy od czwartego kwartału 2012 roku (wtedy indeks zakończył kwartał spadkiem).   W końcówce miesiąca zarówno indeks S&P 500 jak i NASDAQ przełamały swoje średnie 50. sesyjne i utworzyły formację podwójnego szczytu. To były sygnały sprzedaży. Już na kolejnej sesji zobaczyliśmy całkowitą zmianę nastrojów. Indeksy S&P 500 i NASDAQ wróciły nad średnią 50. sesyjną, a formacja podwójnego szczytu na NASDAQ została anulowana. Obowiązywała nadal zasada: kupuj każdą przecenę.   To przed rozpoczęciem w październiku (8. października) sezonu raportów kwartalnych amerykańskich spółek dobrze rokowało obozowi byków. Jednak początek października wylał na głowę byków wiadro zimnej wody (i nie był to popularny łańcuszek typu „splash”). Na Wall Street bardzo często początek miesiąca jest „byczy”, bo fundusze angażują świeże pieniądze. Tym bardziej można to powiedzieć o kwartale.   Tymczasem indeksy 1. października mocno spadły, a S&P 500 przełamał znowu średnią 50. sesyjną dając sygnał do rozpoczęcia korekty. Przełamał też dolne ograniczenie kanału dwuletniego trendu wzrostowego. Potwierdził również formację podwójnego szczytu – też sygnał początku korekty. Zakładam, że będzie to korekta w postaci trendu bocznego lub spadku nie większego niż 10 procent. Co bardziej istotne przecena miała miejsce (w tym dniu) z niebyt istotnych powodów....
Czytaj całość »

Wrześniowe niespodzianki

Sierpień był bardzo korzystny dla obozu byków na rynkach akcji zarówno w Europie (również w Polsce) jak i w USA. Rozpoczął się jednak wrzesień, który w USA uznawany jest za miesiąc najgorszy dla akcji, ale nie radziłbym się tym przejmować – podczas ostatnich pięciu lat cztery razy wrzesień przynosił wzrosty indeksów. Takie statystyczne zabawy, opieranie się na cykliczności, przy zmienności charakteru rynków nie mają żadnego użytecznego znaczenia inwestycyjnego. Najwięcej wydarzeń mających wpływ na zachowanie rynków miało miejsce na początku września. Przede wszystkim potężnie zaskoczył Europejski Bank Centralny (EBC), przez co kurs EUR/USD uległ dalszej przecenie. Słabe euro pomoże gospodarce europejskiej i zaszkodzi amerykańskiej. Popatrzmy, co zrobił EBC. Twierdzono dotychczas, że do końca 2015 roku stopy się nie zmienią, a tymczasem bank obciął główną stopę procentową z 0,15 do 0,05 proc., a stopę depozytowa obniżył z minus 0,1 do minus 0,2 proc. Została też podjęta decyzja o skupie aktywów (ABS). Obniżenie stopy głównej to tylko symbol, ale obniżenie stopy depozytowej zmusi banki do szukania miejsca na lokowanie pieniędzy i napędzi hossę na rynkach finansowych. Jeśli ktoś nie widział po cichu prowadzonej wojny walutowej (Chiny – Japonia - USA, a teraz Euroland) to teraz musi ją zobaczyć. Za cichą zgoda drukują Japończycy obniżając wartość jena, robią to też Anglicy, Amerykanie zaczęli się z tego wycofywać, ale jeśli poczują zagrożenie to do drukowania wrócą. Tylko Rosja nie musi drukować – samo się robi. Rubel traci, ale i tak jest mocniejszy do euro niż przed aneksją Krymu. W Polsce też rząd zapewne po cichu się cieszy ze słabszego złotego. Słabszy złoty to wyższe dochody budżetu, nieco większa inflacja (mniejsza zagrożenie deflacją) i większa konkurencyjność gospodarki. Martwią się importerzy i zadłużeni w walutach Polacy - trzymają kciuki za szwajcarski bank centralny, który grozi wprowadzeniem ujemnych stóp procentowych.  Pozostaje tylko jedno pytan...
Czytaj całość »