01:46 | GMT: 23:46 Witaj, jesteś niezalogowany/a  |   Zarejestruj  |  
Blog Piotra Kuczyńskiego

Geopolityka jedynym zagrożeniem?

   Ostatnio interesujące na rynkach było to, że zanikła dodatnia korelacja między tym, co dzieje się na Wall Street i tym, co działo się na giełdach europejskich. Lipiec dla amerykańskich inwestorów był pierwszym miesiącem korekcyjnym po pięciu miesiącach zwyżki, podczas których indeksy S&P 500 i DJIA systematycznie biły kolejne rekordy wszech czasów. Był jednak korekcyjny tylko i wyłącznie dlatego, że indeksy straciły po dwa procent w ostatnim dniu lipca.    Podczas całego lipca Wall Street zachowywała się o wiele lepiej niż giełdy europejskie, które drugi miesiąc z rzędu przechodziły korektę. Niestety, akcje polskie zachowywały się w okresie ostatnich kilku miesięcy jeszcze gorzej niż francuskie i niemieckie mimo tego, że w liczone w procentach spadki były mniejsze. Po prostu nasze indeksy spadały z niższego poziomu. Niemiecki korygował się ze szczytu wszech czasów – to tak jakby WIG20 spadał z 3.900 pkt. Do rekordu wszech czasów WIG20 miał jeszcze 60 procent.    Rynek amerykański zachowywał się tak dobrze, że w kwartalnym, przeprowadzanym przez agencję Bloomberg, sondażu większość profesjonalnych inwestorów uznało, że Wall Street znalazło się na skraju bańki spekulacyjnej lub że już w niej jest. Czy to jest poważne ostrzeżenie? Niekoniecznie, bo jeśli olbrzymia większość inwestorów ma jakieś zdanie na temat rynku to kontrariańskie podejście każe zakładać, że rynek zachowa się zupełnie inaczej. W tym sondażu mówimy jednak nie o „olbrzymiej większości”, a jedynie o 51 proc. badanych, co może zapowiadać jedynie korektę.   Dlaczego zanikła dodatnia korelacja między Wall Street i giełdami europejskimi? Najpewniej dlatego, że znacznie pogorszyła się sytuacja geopolityczna na styku Rosja – Ukraina – UE - USA. Elektoraty i media w lipcu, po zestrzeleniu malezyjskiego samolotu, mocno nacisnęły na polityków, którzy zmuszeni zostali do wdrożenia sankcji w stosunku do Rosji. Sankcje były sektorowe, ale nakierowane na zaszkodzenie fin...
Czytaj całość »

Test

To nie jest wpis do bloga, to tylko test, który ma na celu sprawdzenie, czy przy mniejszej liczbie komentarzy będzie lepiej z pisaniem postów i jak szybko wszystko znowu się zatka. Proszę o informacje.  ...
Czytaj całość »

Biblioteka nr 5

Okres letnie nie sprzyja poważniejszym tekstom. Poczekamy na to, co może wydarzyć się na Ukrainie w sierpniu, kiedy cała Europa jest na urlopie (szczególnie Francja). Na razie można trochę procować, trochę wypoczywać i dużo czytać. Oczywiście, jeśli ktoś to jeszcze robi ;-). Ja czytam. Dlatego poniżej znowu subiektywny wybór przeczytanych lub czytanych przeze mnie książek z różnych dziedzin. 1.   “Capital in the Twenty-First Century” Thomas Picketty. Harvard University Press (18 Mar 2014) Czytam, ale nie jest łatwo ;-). Dzieło ma bez przypisów 600 stron, a po angielsku czyta się trudniej niż po polsku. Myślę, że przebrnę do końca lata przez tą cegłę. Jak na razie nie widzę żadnych naprawdę istotnych stwierdzeń. To jest jednak najbardziej okrzyczana i reklamowana książką tego roku. Nie przez przypadek ma w tytule „Kapitał” ;-) 2.     „Zelota. Życie i czasy Jezusa z Nazaretu”. Reza Aslan. Burda Książki , Maj 2014 Nie, nie nawróciłem się, ale zawsze interesowało mnie to, co fascynuje autora(zresztą napisał tez doskonałą książkę o islamie): jaka jest prawda historyczna o Jezusie z Nazaretu w przeciwieństwie do religijnej prawdy o Jezusie Chrystusie? Książka napisana łatwym językiem (czytałem po angielsku) i bardzo łatwa w czytaniu. Oczywiście nie odpowiada na wszystkie pytania, ale niektóre kwestie są naświetlone w sposób bardzo odkrywczy. 3. „Cesarz wszech chorób. Biografia raka” Siddhartha Mukherjee. Czarne , Październik 2013 Nie, nic nie wiem o tym, żebym miał raka, chociaż w moim wieku z każdym rokiem jest to bardziej prawdopodobne. Książka odstrasza grubością (ponad 600 stron), ale czyta się ją jak kryminał. Znakomicie napisana historia i przyszłość walki z rakiem. Autor dostał nagrodę Pulitzera z najlepszą książkę w kategorii literatura faktu. Naprawdę polecam, chociaż palaczy może nieco wystraszyć ;-). 4. „K.I.S.S” Tomasz Prusek. Agora , Maj 2014 Za opis niech posłuży fragment tego, co znajdziemy na „Merlin.pl”: „Powieść...
Czytaj całość »

Gospodarka na zawirowania polityczne nie zareaguje

Ostatnie wydarzenia na naszym politycznym rynku zakończyły sezon ogórkowy szybciej niż się on rozpoczął. Media i politycy mają o czym mówić/pisać. Opozycja się sroży, żąda głów. Rynki finansowe są relatywnie spokojne, co sygnalizuje, że zamieszanie jest odbierane jako nieszkodzące gospodarce. Według mnie sytuację można oceniać na kilka sposobów. Po pierwsze, pod kątem treści nagrań. Po drugie pod kątem odbioru krajowego i światowego. Po trzecie pod kątem tego, kto nagrywał i dlaczego. Po czwarte – czy to, kto nagrywał powinno mieć wpływ na odbiór samych nagrań. Jeśli chodzi o treść nagrań to ilość hipokryzji, jaka wylała się w mediach jest wprost olbrzymia. Politycy robią z siebie świętych, którzy nigdy nie przeklinają. Już ja to widzę… Sam w męskim towarzystwie (i tylko w męskim) jak się ostro zdenerwuję to klnę (a sam do siebie częściej ;-). Nie bardzo bawią mnie opowiastki męsko – damskie – pornograficzne, więc ich nie opowiadam, ale specjalnie też się nimi nie gorszę. Generalnie – gorszenie się językiem używanym podczas zakrapianego posiłku w męskim gronie uważam za totalną hipokryzję.  Jeśli chodzi o treść to oczywista jest ocena rozmowy Parafianowicz – Nowak, ale tym zajmuje się już prokuratura i słusznie, że się zajmuje. Wypowiedź ministra Sikorskiego nie mnie oceniać, ale powiem tylko, że jego wypowiedzi na temat stosunków Polska – USA mnie nie rażą. Więcej powiem – uważam, że nie rażą też samych Amerykanów i w niczym nie zmienią stosunku USA do Polski. Mogą za to zwiększyć sympatie Europejczyków do Sikorskiego. Dlatego też ostra krytyka, która płynie z obozu prezydenckiego pod adresem ministra wydaje mi się być całkowicie nietrafiona i szkodliwa. Jednak to, czy ministrem spraw zagranicznych będzie pan Sikorski, czy ktoś inny jest dla rynków finansowych kompletnie nieistotne. Nawiasem mówiąc jak do tej pory największa była reakcja rynku walutowego. Można powiedzieć, że GPW nie zareagowała. Od początku kryzysu, czyli od tygodnia kończącego się 13. cze...
Czytaj całość »

Niezwykła hojność fiskusa

Niewiele dzieje się w maju na rynkach finansowych. W USA na Wall Street korekta „w bok” zakończyła się wybiciem i nowymi rekordami S&P 500. Podobnie zachował się nie niemiecki XETRA DAX. Martwić może jednak bardzo mały wolumen na amerykańskich giełdach. Niepotwierdzony obrotem wzrost może zapowiadać nieoczekiwaną korektę. Jeśli nawet nastąpi to nie będzie zwrot ku bessie, a jedynie realizacja zysków, która bardzo by się już przydała. W Polsce uderzenie popytu w czwartek 22.05 dało sygnał kupna, ale zakładam, że do prawdziwego sygnału kupna (pokonanie przez WIG20 2.600 pkt.) teraz nie dojdzie. Bardzo dobre zachowanie rynków rozwijających się (wbrew opiniom funduszy z początku roku) musi spowodować wzrost zainteresowania Polską przez zagranicznych inwestorów. Nadal uważam, że najbardziej logiczne byłoby, gdyby taki atak popytu nastąpił latem. Najlepiej pod koniec lipca, kiedy wielu graczy będzie się pozbywało akcji przed zakończeniem okresu decyzji w sprawie OFE. Nikt już na rynkach nie interesuje się tym, co dzieje się na Ukrainie. Konflikt wszedł w fazę przewlekłą, a to bardzo rynkom odpowiada. Wszedłby w fazę ostrą, gdyby Rosja oficjalnie wprowadziła swoje wojska na Ukrainę, a na to się nie zanosi. Wybory prezydenckie uznane przez Moskwę też uspokoiły zachodnich polityków. Czy słusznie? Nie wiem, ale na razie geopolityka zeszła z radarów rynków finansowych. I tyle na temat rynków. Oprócz wyborów na Ukrainie odbyły się też wybory do Parlamentu Europejskiego. Na ten temat napisałem tekst, z którym można się zapoznać pod: http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/wybory-europy/20140526/kuczynski-ukraina-i-unia-powyborcze-refleksje. Teraz chciałby się zająć drobną sprawą, czyli finansami europosłów. Z góry powiem, że są one według mnie na polskie warunki wręcz obłędne. Długo się zastanawiałem, czy oddać ważny głos pomagając komuś zdobyć wynagrodzenie, na które z całą pewnością nie zasługuje. Ważny głos oddałem, ale to nie znaczy, że akceptuję robienie majątku pr...
Czytaj całość »

Polskie obligacje lokalną bezpieczną przystanią

Wpływ geopolityki na rynki rozwinięte jest na początku maja bardziej niż niewielki. Jak na razie na wielu giełdach indeksy po prostu weszły w trend boczny. W USA czy w Niemczech nadal przebywają tuż pod poziomami rekordów wszech czasów. Na rynkach rozwijających się sytuacja wyglądała dużo lepiej. Nawet rosyjski RTS wrócił po raz drugi w ciągu ostatnich dwóch miesięcy do poziomu zbliżonego do dnia po weekendzie, kiedy Rosja weszła na Krym. Nawiasem mówiąc rubel jest (w stosunku do dolara) o około 4,5 procent silniejszy niż w okresie tuż po aneksji Krymu. Doskonale też zachowywał się indeks turecki (bo wyborach). Nieźle wyglądały indeksy w Brazylii, Tajlandii czy w Indonezji. Nie można jeszcze mówić o powrocie do łask rynków rozwijających się, ale można ostrożnie powiedzieć, że obowiązująca na rynkach finansowych przed rozpoczęciem tego roku formuła: nie dotykać rynków rozwijających się, bo redukcja zakupów aktywów przez Fed im bardzo zaszkodzi zdaje się nie sprawdzać. Kontrariańskie podejście, które ja często uprawiam może w tym roku święcić tryumfy. Jeśli chodzi o geopolitykę to Rosja (jak to się często zdarza) jest o krok przed resztą świata. W środę 7. maja rynkowi akcji pomogły wypowiedzi prezydenta Władimira Putina, który poprosił separatystów o odłożenie referendum na wschodniej Ukrainie i stwierdził, że wycofał wojska znad ukraińskiej granicy. Poza tym dowiedzieliśmy się, że Putin z Didier Burkhalterem, szefem OBWE i premierem Szwajcarii, ustalili drogę dojścia do deeskalacji na Ukrainie. Prezydent Rosji zdawał się również popierać przeprowadzenie 25. maja wyborów prezydenckich. Rynki wzięły te wypowiedzi za niezłą (nie dobrą) monetę, mimo tego, że NATO i USA twierdziły, iż wojska rosyjskie nie zostały wycofane. Uważam, że nie ma znaczenie, czy zostały, czy nie zostały wycofane, bo są to wojska przeznaczone do szybkiej reakcji i odsunięcie ich o kilkanaście kilometrów niczego nie zmienia. Poza tym nie mogę uwierzyć, że Rosja nie będzie już interweniowała ...
Czytaj całość »

Maj rozpoczął się w kwietniu?

   Najchętniej wróciłbym w swoich tekstach do czystej tematyki rynkowo-gospodarczej, co zresztą uczestnikom Forum obiecywałem, ale sytuacja geopolityczna jest tak skomplikowana i tak mocno waży i ważyć będzie na rynkowych nastrojach, że trudno jest pisać cokolwiek nie zahaczając o Ukrainę. A tam sytuacja rozwija się dużo szybciej niż tego oczekiwałem.   Spodziewałem się, że Rosja poczeka rok, może nieco dłużej, na skutki reform wymuszonych przez MFW, które to reformy doprowadzą do dużego wrzenia społecznego. Zakładałem, że dopiero wtedy rozpocznie się to, co już teraz widzimy. Okazuje się, że Rosja czekać nie chce. Piszę Rosja, bo nie ulega wątpliwości, że bez jej pomocy separatyści nie byliby zdolni do tak agresywnych działań. Faktem jest też jednak, że są popierani przed dużą część społeczeństwa, a Rosjan jest na Ukrainie kilkanaście milionów. Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby w Polsce było 1/3 obywateli innej narodowości…    Wydaje się oczywiste, że ten rok rozpoczyna nową epokę w relacjach Rosja – reszta świata, a to może niedługo dużo zmienić w naszym życiu. Tym bardziej dużo może zmienić na rynkach finansowych. Wystarczy, żeby USA i UE zastosowały poważne sankcje gospodarcze (ku czemu zdaje się idzie). To w odwecie wywołałoby reakcję rosyjską wycelowaną w niektóre państwa europejskie.   Wśród nich z pewnością byłaby Polska. Wystarczyłoby embargo na import z Polski, żeby polski PKB w tym roku zmniejszył się o około dwa punkty procentowe. Wtedy prognozy ponad trzyprocentowego wzrostu można by odłożyć do lamusa. A co by się stało, gdyby na Ukrainie wybuchła wojna domowa, do której może być już bardzo blisko? Musielibyśmy się liczyć z zalewem ukraińskich emigrantów, a to też położyłoby się ciężarem na finansach naszego państwa.    Nic dziwnego, że ostatnio zwiększa się poparcie dla PSL i Nowej Prawicy, które zdają się najbardziej brać pod uwagę interesy polskich obywateli. Krótkoterminowe interesy, bo jeśli chod...
Czytaj całość »

Putin i Yellen pod obserwacją rynków finansowych

   Od ostatniego mojego tekstu upłynął miesiąc i wiele spraw się wyjaśniło. Zarówno na linii Ukraina – Rosja – UE – USA jak i na rynkach finansowych po orędziu prezydenta Putina i po ostatnim posiedzeniu FOMC. Zacznijmy jednak od początku.    W geopolityce okazało się, że Rosja wcieliła Krym do Federacji Rosyjskiej łamiąc prawo międzynarodowe i zobowiązanie do gwarantowania granic Ukrainy. Jak widać dla imperiów (czy to jest imperium rosyjskie, czy amerykańskie) prawo międzynarodowe służy tylko do tego, żeby je łamać. Każdy człowiek interesujący się tym, co dzieje się na świecie potrafi wyliczyć wiele przykładów takiego łamania prawa.    Zakładałem, że docelowo Krym będzie de iure ukraiński, a de facto rosyjski. Myliłem się, Rosja postanowiła skorzystać z okazji i wrócić do stanu sprzed gestu Chruszczowa, który podarował Krym Ukrainie. Nawiasem mówiąc wszyscy ci, którzy twierdzą, że Rosja na Krymie się pośliźnie, bo koszty jego utrzymania załamią gospodarkę rosyjską bardzo się mylą. Owszem, Rosja w długim terminie straci na tej awanturze (choćby z powodu ostrożności kapitałów zagranicznych), ale gdyby wyizolować temat przejęcia Krymu to na tym akurat by nie straciła.    Wszyscy mówiący o dużych kosztach podłączenia Krymu do Federacji Rosyjskiej (FR) mają rację (sam most Krym – Rosja to około 4 mld USD), ale zapominają o tym, że wzrost wydatków na infrastrukturę zwiększa PKB i ożywia gospodarkę. To podobny błąd jak mówienie o tym, że spadek giełdowego indeksu RTS szkodzi Rosji. Szkodzi, ale przede wszystkim funduszom inwestującym w Rosji (przede wszystkim zagranicznym).    Poza tym są jeszcze inne, wymierne korzyści z przejęcia Krymu. Zapasy ropy i gazu w szelfie krymskim ocenia się na kilkaset miliardów dolarów. Rosja zyska też ponad 1 mld USD rocznie, bo nie będzie stosowała ulgowej taryfy do dostaw na Ukrainę. Nie będzie też płaciła za postój swojej floty w portach krymskich. Jest też zysk polityczny – państwa ...
Czytaj całość »

Jeśli chcemy, by wszystko pozostało tak, jak jest, wszystko się musi zmienić (*)

Z dużą niechęcią zabieram się za tekst o Ukrainie widzianej w polskim kontekście. Zachęty Forum są jednak na tyle mocne, że to zrobię. Z niechęcią, bo bardzo trudno będzie w tym tekście uniknąć polityki, a polityką z założenia się nie zajmuję. Co jednak można zrobić, kiedy polityka ingeruje mocno w gospodarkę? Trzeba na chwilę gardę opuścić. Dlaczego mówię o gardzie? Otóż dlatego, że jak myślę olbrzymia część głównego nurtu (polityczno-medialnego) ma poglądy na „sprawę ukraińską” całkowicie różne od tych, które ja wyznaję. Jest taki test (eksperyment Ascha, potem przeprowadzany w różnych wariantach), w którym bada się uleganie wpływowi ocen płynących z otoczenia. W dużym skrócie chodzi o to, że w grupie ludzi badana osoba jest w otoczeniu „aktorów”, którzy (wbrew temu, co jest widoczne) oceniają długość narysowanych linii. Okazuje się, że nawet 75 procent ludzi ulega opinii większości i zaprzecza własnym oczom. Ja jestem i zawsze byłem w tych 25 procentach, którzy nie ulegają presji ogółu. Tak jest i tym razem, a przyznam, że nie ulec mediom i politykom, którzy przedstawiają jeden obraz jest bardzo trudno. Odbiciem zwierciadlanym są media rosyjskie. Mamy klasyczny obraz z jednej strony biały, z drugiej czarny. Z tego wniosek, że najpewniej prawdziwy obraz jest po prostu szary. Postaram się, żeby tekst był łatwy do przeprowadzenia z nim dyskusji, a spodziewam się, że będzie zachęcający do polemik. Będę chciał pogrupować poszczególne sprawy w punkty tak, żeby łatwiej je było wyodrębnić. Dla mnie punktem pierwszym jest aksjomat (przypominam – twierdzenie niewymagające udowodnienia) zgodnie z którym w interesie Polski jest to, żeby Ukrainę wciągnąć w objęcia Unii Europejskiej. Za każdym razem jak słyszę padający z czyichś ust ten aksjomat to pytam: dlaczego? Nie dostałem sensownej odpowiedzi. Jeśli chodzi o to, żeby odgrodzić się od Rosji (w domyśle, żeby trudniej było jej Polskę zaatakować) to takie rozumowanie byłoby dobre może do połowy XX wieku. Przy obecnych uk...
Czytaj całość »

Biblioteka nr 4

    Od 30.01 do 20.02.14 włącznie mam urlop, więc starym zwyczajem, po to, żeby pojawiło się coś nowego, przedstawię poniżej listę kilku książek zachęcając do ich przeczytania. Koledzy zaopiekują się Forum, dyskusją i moderowaniem. Ja z oddali też będę czuwał, ale dopiero za kilka dni.   Przypominam, że zasady tworzenia tej listy są proste – nie ma zasad ;-). Nie muszą to być ksiązki ostatnio przeze mnie czytane (chociaż mogą być). Zdecydowanie nie są to ksiązki uszeregowane w zależności od ich wagi. Pojawia się wśród nich beletrystyka (stosuję płodozmian).    Pod opisem pozycji zawsze pojawi się kilka zdań ode mnie. Nie oczekuję o nich bardzo aktywnej dyskusji na Forum, ale byłoby bardzo sympatyczne, gdyby pojawiły się opinie Forumowiczów. 1. Thilo Sarrazin „Europa nie potrzebuje euro” Studio Emka, Wrzesień 2013   Pozycja typu „musisz przeczytać”. Sarazzin był radzie Bundesbanku, ale po opublikowaniu książki „Niemcy likwidują się same” musiał z Bundesbanku odejść. Książka była wybitnie niepoprawna politycznie, bo krytykowała Niemcy za politykę imigracyjną. Ta książka też burzy wiele mitów. Ja bym jednak zmienił jej tytuł na „Europa nie potrzebowała euro” i wtedy całkowicie bym się z autorem zgodził. Rezygnacja z euro w obecnej sytuacji może grozić efektem domina i rozpadem całej Unii. 2. Artur Domosławski „Śmierć w Amazonii” Wielka Litera, Październik 2013   Autor bardzo kontrowersyjnej książki o Ryszardzie Kapuścińskim. Ja tego krytycyzmu nie podzielam. Domosławski pisze niezwykle ciekawe reportaże z całego świata. Ostrzegam jednak, że widać w jego poglądach lewicowość, co może niektórym Forumowiczom szkodzić ;-). Tak ksiązka przedstawia dramat rdzennych mieszkańców Ameryki Południowej w starciu z wielkimi koncernami. Czyta się jak kryminał. 3. Tim Harford „Sekrety ekonomii” Wydawnictwo Literackie, Październik 2013 Lekko i przyjemnie o ekonomii. Zdecydowanie nie dla zawodowców, ale napisana „z zębem”, i...
Czytaj całość »