01:46 | GMT: 23:46 Witaj, jesteś niezalogowany/a  |   Zarejestruj  |  
Blog Piotra Kuczyńskiego

Krajobraz powyborczy

    Szczęśliwie jesteśmy po amerykańskich wyborach prezydenta (oraz Izby Reprezentantów i 1/3 Senatu). Słowo „szczęśliwie” nie ma nic wspólnego z moim odbiorem reelekcji Baracka Obamy. Owszem, gdybym był Amerykaninem to z pewnością popierałbym Partię Demokratyczną, ale zdawałbym sobie też sprawę, że prezydent w USA mimo, że ma potężną władzę to tak naprawdę wiele zmienić nie może.     Ograniczony jest z jednej strony zasadą „check and balance” (hamulców i równowagi), która w USA, częściej niż w innych krajach prowadzi często do blokady dobrych pomysłów (złych na szczęście też). Prezydent ma też bardzo często problem z Kongresem, w którym Izba Reprezentantów (tak jak obecnie) jest innej opcji politycznej niż on sam, a w Senacie jego partia a ma niewielką przewagę. Zresztą nawet przewaga w obu izbach niczego nie gwarantuje, bo w system wbudowane są możliwości blokowania podjęcia decyzji.     Dokładnie widać to było wtedy, kiedy (po to żeby mogła zostać uchwalona) reforma ochrony zdrowia, została pozbawiona bardzo istotnego elementu: państwowego ubezpieczyciela. Już widzę, jak ci, którzy pisali mi, że „biedota wybrała życie na garnuszku, a pan Obama im to umożliwi….” oraz zwolennicy ich sposobu myślenia podskakują jak na rozżarzonych węglach. Przecież państwowe to katastrofa (według nich). Tyle tylko, że to państwowe miało działać non profit i konkurować z prywatnymi.       Można sobie wyobrazić jak spadłyby zyski towarzystw ubezpieczeniowych, lekarzy i innych zatrudnionych w ochronie zdrowia, gdyby pojawiał się silna konkurencja. Ale wielu Amerykanów woli obecny system – dwa razy więcej pieniędzy na chronionego przez system niż wydaje kolejny kraj w rankingu i bardzo odległe miejsce w rankingu Światowej Organizacji Zdrowia. Nie dziwi więc to, że nie udało się wprowadzić zamierzeń prezydenta w życie. Lobbyści byli zbyt silni.     Nie udało się też ograniczyć wszechwładzy rynków finansow...
Czytaj całość »

Państwo pomoże przy pokonywaniu mielizny?

Wystąpienie programowe premiera Donalda Tuska (zwane nieprawidłowo „drugim expose”) jest już za nami, a media zajęły się innymi tematami. To wystąpienie było jednak na tyle ważne, że warto do niego powrócić. Warto też na początku tekstu określić, z jakich pozycji się go pisze. Jasne jest bowiem, że polityk opozycji (lub jej zwolennik) wszystko skrytykuje, a polityk koalicji (lub jej poplecznik) wszystko poprze. Oczywiste jest też, że piszący z pozycji skrajnie wolnorynkowej, monetarystycznej, czy neoliberalnej będzie propozycjami negatywnie wstrząśnięty (podobno Leszek Balcerowicz szykuje ostra krytykę), a neokeynesista propozycje pochwali. Niestety, nie ma u nas, w Polsce, zwyczaju odnoszenia się do przedstawianych propozycji z próba zachowania obiektywnego na nie spojrzenia. Nie twierdzę, że ja jestem obiektywny. Z pewnością dużo bliżej mi do Keynesa niż do Balcerowicza. Jestem jednak obiektywny, jeśli chodzi o stosunek do rządu. Przypomnę, że nieraz bywałem krytyczny w stosunku do decyzji rządzącej koalicji. Od początku uważałem, że organizacja EURO 2012 jest błędem i odbije się nam czkawką. Tak się stało, a mówienie, że dzięki temu budowaliśmy infrastrukturę jest nieporozumieniem (i tak byśmy ją budowali: wolniej i lepiej). To jednak osobny temat. Bardzo krytykowałem podwyżkę VAT, bo uderza w ludzi mniej zamożnych i szkodzi popytowi wewnętrznemu. Ludzi zamożnych mało dotyka, a retoryka mówiąca o opodatkowaniu konsumpcji jest jedynie mgłą mającą zasłonić prawdziwe cele. Krytykowałem też złe przeprowadzenie reformy emerytalnej. Twierdziłem, że wiek emerytalny wydłużać trzeba, ale sposób przyjęcia „ustawy67”był fatalny. Ludzie w moim wieku zostali potraktowani niewłaściwie. Podłożono też (o tym ostrzegałem) polityczną bombę zegarową pod Polskę. Oczywiste przecież było, że przy znikomym poparciu dla zmiany wieku (można było to znacznie poprawić) partie opozycyjne zapowiedzą powrót do starych regulacji. Tym będą zdobywały głosy, a próba zrealizowanie takiego zwrotu...
Czytaj całość »

Drukuj do końca (świata)?

Książka Adama Fergusson „Kiedy pieniądz umiera” jest fascynującą lekturą, mimo tego, że po raz pierwszy wydana została w 1975 roku, czyli w zamierzchłych czasach. W latach siedemdziesiątych nie znano jeszcze neoliberalnych reform, nie panowała kultura kredytu i świat nie był tak zadłużony jak jest obecnie, więc zapewne publikacja tej książki nie szokowała. Z pewnością jednak na początku lat osiemdziesiątych XX wieku była bardziej czytana. Wtedy to inflacja konsumencka (CPI) w USA przekraczała 13 procent, a to musiało zachęcać do czytanie książek o hiperinflacji. Książka Fergussona opisuje właśnie hiperinflację panującą w Niemczech, Austrii i na Węgrzech po I Wojnie Światowej (dokładnie w latach 20. tych zeszłego wieku). Dla klarowności pojęć: według Fergussona ekonomiści mówią o inflacji, wtedy, kiedy przekracza ona 50 procent…. miesięcznie. Jeśli przyjąć tę definicję to hiperinflacja nam nie grozi. Przynajmniej nie z tych powodów, o których niżej. Fascynujące było w tej książce to, że bardzo często przewijał się motyw niezrozumienie przez polityków, ekonomistów, a nawet prezesa Banku Niemiec prostego faktu – tego, że drukowanie papierowego pieniądza, czyli znaczne zwiększenie podaży pieniądza, musi doprowadzić do inflacji. Bank Niemiec uważał, że jego głównym celem jest dostarczenie wystarczającej ilości banknotów do potrzebującej tego gospodarki. Oczywiście teraz działałoby to zupełnie inaczej, ale w czasach przedkomputerowych obciążenie drukarń i transport gotówki do banków były potężnymi problemami logistycznymi. Mimo tego, że w trakcie tych 37 lat zaszły w finansach potężne zmiany, warto tę książkę przeczytać. Można bowiem znaleźć w niej elementy przypominające to, co dzieje się w obecnych czasach. Są uniwersalne. Obecnie panująca „kultura kredytu” powoduje, że ubolewa się nad niemożnością sięgnięcia przez mniej zamożnych ludzi po kredyt. Można by powiedzieć, że prawo do kredytu jest równie ważne jak prawo do ochrony zdrowia czy edukacji. Za chwilę powstanie...
Czytaj całość »

Banki centralne wspierają złoto

Pierwsze dwa tygodnie września mogły być dla rynków finansowych i losów euro krytyczne. Odbywało się bowiem bardzo istotne sympozjum Fed w Jackson Hole, posiedzenie zakończył ECB, orzeczenie wydał Trybunał Konstytucyjny Niemiec (TKN) i zakończyło się posiedzenie amerykańskiego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC). W ostatnim tygodniu sierpnia Ben Bernanke, szef Fed w swoim wystąpieniu podczas sympozjum potwierdził, że Rezerwa Federalne zrobi wszystko, co będzie konieczne dla ratowania gospodarki. Powiedział też, że rynek pracy nie zadawala Fed i nie zanosi się, żeby sytuacja miała się poprawić. Podobno była to ocena najostrzejsza od dłuższego czasu. Miał rację, bo kolejne dane z rynku pracy były bardzo słabe. Wszyscy czekali potem na wynik posiedzenia ECB. Okazało się być w pewnym sensie przełomowe. Dowiedzieliśmy się od Mario Draghiego, prezesa ECB, że powstał plan skupu obligacji na rynku wtórnym (OMT). Uwarunkowany będzie przez jego połączenie z działaniem funduszy EFSF/ESM oraz z wypełnieniem przez kraje korzystające z tych funduszy bardzo surowych warunków. Transakcje będą dotyczyć obligacji o zapadalności od 1 do 3 lat i będą sterylizowane (nie będzie druku nowych pieniędzy). ECB rezygnuje ze statusu uprzywilejowanego wierzyciela, co powinno zwiększyć popyt na akcje krajów PIIGS ze strony banków komercyjnych. Bank nie podał, jaki będzie limit tego skupu. Nic dziwnego, że pojawił się optymizm, bo taki program może na pewien czas pomóc krajom takim jak Włochy czy Hiszpania. Nie jest to bazooka, czyli nieograniczone kupowanie obligacje bez sterylizacji, ale emitując krótkoterminowy dług odsuną od siebie zagrożenia niewypłacalności i dadzą sobie czas na reformy. Jednak po pierwsze zwiększą proporcje długu krótkoterminowego do długu ogółem, co zawsze jest bardzo niebezpieczne. Po drugie zaś z pewnością rynki spróbują jeszcze zaatakować długoterminowe obligacje. Pytanie brzmi: kiedy? Tego nie wiemy. 12 wrześnie odbyło się posiedzenie Trybunału Konstytucyjnego Niemiec...
Czytaj całość »

Koniec ogórków zaczynają się schody

Kończy się okres urlopowy i sezon ogórkowy. W tym roku potwora z Loch Ness zastąpił u nas Amber Gold (AG) i jego prezes. Napiszę o tym kilka zdań, mimo że prawie wszystko zostało już powiedziane. W czwartek ma się w tej sprawie odbyć debata sejmowa, co uważam za lekką aberrację. Sejm ma obradować nad oszukańczą działalnością jakiejś firemki? A jeszcze do tego może powołać kolejną, nudną z założenia, komisję śledczą? Nie wystarczy porządne przeprowadzenie śledztwa? Niezbyt to poważne. Od początku wiadomo było, że działalność tej firny wydziela nieprzyjemny zapaszek. Słysząc reklamy AG dostawałem dosłownie furii, bo przecież oczywiste było, że to nie jest uczciwa działalność. W tej sprawie jedynie Komisja Nadzoru Finansowego zrobiła to, co zrobić powinna i na co pozwalało jej prawo. Warto zauważyć, że gdyby AG uwierzyła w swoja bajkę to małżeństwo Plichta mogłoby się teraz ze wszystkich śmiać. Przecież firma zaczęła przyjmować „lokaty” w listopadzie 2009 roku. Od tego czasu, do szczytu z sierpnia 2011, złoto zdrożało o 90 procent… Gdyby AG naprawdę kupowało złoto to w szczycie miałoby kilkadziesiąt procent zysku. Wielkość zysku zależałby od dynamiki napływu pieniędzy. Miałoby też zapewne 1-2 ton złota w skarbcach. Złota, które staniało w ciągu roku o około 15 procent, ale po pierwsze to nie jest koniec jego hossy – balansuje na górnym ograniczeniu rocznego kanału trendu spadkowego i jeśli go przełamie to poziom 2.800 USD może osiągnąć w 2 lata. Po drugie zaś dokładanie przez firmę z zysku do obiecanego oprocentowania wcale nie byłoby bolesne. Szef AG musiał tylko posiadać te, powiedzmy dwie, tony złota ;-) . A on ich nie ma. Nawiasem mówiąc firmę założył podczas przerwy w karze, kiedy siedział w więzieniu, bo nie miał marnych 30 tysięcy złotych, które sąd kazał zwrócić bankowi. Wyszedł na przerwę w karze, znalazł pieniądze, spłacił, a w następnym miesiącu założył AG. Trzeba być półgłówkiem, żeby nie widzieć, że coś tu nie gra i żeby nie podejrzewać, o co tu chodzi....
Czytaj całość »

Zerowe oprocentowanie i nadzieje pomagają bykom

Po urlopie powinienem kilka zdań napisać o sytuacji na rynkach finansowych. Końcówka pierwszego tygodnia sierpnia była zdecydowanie zwariowana. Giełdy (szczególnie europejskie) zareagowały w czwartek 2 sierpnia na wyniki posiedzeń FOMC i ECB ostrą wyprzedażą. Jednak już w piątek indeksy wzrosły zdecydowanie mocniej niż w czwartek spadły. W przypadku francuskiego, czy niemieckiego rynku były to wzrosty po trzy, cztery procent. Mocno wzrósł też kurs EUR/USD. Wyjaśnienia wymaga powód takiej zmienności. W piątek, kiedy usiłowano wytłumaczyć zwyżki, mówiło się w komentarzach na przykład o tym, że fundusz EFSF szuka kredytu w bankach komercyjnych (w domyśle po to, żeby kupować obligacje Hiszpanii i Włoch). Nie znalazłem potem niczego na ten temat. Cieszono się też podobno tym, że Hiszpania nosi się z zamiarem skorzystania z pomocy funduszy ratunkowych. Dość kuriozalny byłby to powód uciechy, ale rzeczywiście wtedy ECB zgodnie z zapowiedzią uruchomiłby program (ograniczony) zakupu obligacji. Tak naprawdę piątkowa euforia wynikała z reinterpretacji tego, co na swoich posiedzeniach postanowiły FOMC, a przede wszystkim w czwartek ECB. Ben Bernanke, szef Fed nie uruchomił co prawda kolejnego skupu obligacji (QE3), ale komunikat po posiedzeniu sygnalizował, że bankowcy są zdecydowanie bliżsi podjęcia decyzji o uruchomieniu tego programu. Bernanke wyraźnie powiedział, że jeśli sytuacja na rynku pracy się nie poprawi to Fed będzie musiał program uruchomić. Jak widać nie dostarczył tego, czego rynki żądały, ale dał nadzieję na podjęcie działań we wrześniu. Mario Draghi, szef ECB pozornie rozczarował, bo przecież 26. lipca obiecywał, że uczyni wszystko, co może zrobić ECB (w ramach swoich uprawnień, czyli bez nieograniczonego skupu obligacji), żeby obronić strefę euro. Teoretycznie 2. sierpnia nie zrobił nic. Powiedział nawet, że w obecnym stanie prawnym fundusz ESM nie może dostać licencji bankowej. Gdyby dostał to mógłby pożyczać z ECB, a gdyby to robił i mógł kupować obligacj...
Czytaj całość »