01:45 | GMT: 23:45 Witaj, jesteś niezalogowany/a  |   Zarejestruj  |  
Blog Piotra Kuczyńskiego
Archiwum grudnia 2012

Przedświąteczny euroentuzjazm

W końcu roku doszło do zupełnie nieoczekiwanej ofensywy zwolenników szybkiego wstąpienia Polski do strefy euro. Wypowiadał się w tej sprawie premier Donald Tusk, list otwarty do premiera w imieniu przedsiębiorców napisała Henryka Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Skąd ta aktywizacja jednej strony sporu (bo przecież spór istnieje)? Dlaczego teraz? O tym na końcu tekstu. Wypowiadając się o wejściu do strefy euro warto na początku naszkicować swoje poglądy, bo wiadomo wtedy, z jakiej pozycji się mówi. Ja jestem zwolennikiem euro, ale uważam się za realistę (w odróżnieniu od sceptyków i euroentuzjastów). Od wielu lat uważałem i uważam nadal, że po pierwsze zadecydowaliśmy o konieczności przyjęcia euro w referendum, w którym przyjęliśmy traktat wprowadzający nas do Unii Europejskiej. Po drugie uważam też, że powinniśmy przyjąć euro wtedy, kiedy nasza gospodarka do tego dojrzeje. Czyli wtedy, kiedy gospodarczo zbliżymy się wyraźnie do Niemiec czy Francji. Wchodząc za wcześnie ryzykujemy tym, że powielimy błędy Grecji czy Hiszpanii. Entuzjaści twierdzą, że decyzje o przyjęciu euro trzeba podjąć szybko, bo „drzwi się zamykają”, gdyż Europa zaczyna się szybko dzielić na dwie części – tę wpływową będącą w strefie euro i całą resztę. To prawda, ku temu prą politycy, co nie znaczy, że tego chcą społeczeństwa. Integracja strefy euro nie postępuje wcale tak szybko jak się entuzjastom wydaje, a poza tym może zrodzić wewnątrz poszczególnych państw polityczne ruchy, które ten proces integracji co najmniej zatrzymają. Wiemy też przecież, że wejście do strefy euro poprzedzić trzeba spełnieniem warunków odnośnie do zadłużenia, deficytu, inflacji i stóp procentowych (jesteśmy temu stosunkowo bliscy), przynajmniej roczną negocjacją warunków z Eurogrupą i ECB i dwuletnim czyśćcem w mechanizmie ERM2 (złoty krąży wtedy wokół parytetu). Z tego też powodu nie możemy przyjąć euro przed 2016 rokiem. Niektórzy twierdzą, że można porozumieć się z Eu...
Czytaj całość »

Przedrewolucyjny rynek pracy

          Zbliża się koniec roku, ale nic nowego na rynkach się nie pojawia i zapewne nie pojawi. Jeśli politycy w USA nie oszaleli to rozwiążą problem klifu fiskalnego i Wall Street dołączy do innych giełd (w tym GPW), które realizują rajd końca roku zwanym potocznie rajdem św. Mikołaja. Być może jeszcze w tym roku (prawie na pewno coś rynkowego napiszę, ale tym razem chcę pisać (raczej krótko) o czymś zupełnie innym – o rynku pracy.      Impulsem do napisania tekstu były dwie informacje. Jedna, medialna, w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z 5. listopada. W tytule była teza „samozatrudnienie nam się przejadło”. Okazało się, że samozatrudnienie bardzo szybko się zmniejsza (ponad 50 tysięcy mniej samozatrudnionych w tym roku). Wśród tych rezygnujących jest wielu młodych ludzi. Wniosek wyciągnięty przez dziennikarzy „DGP” jest jednak błędny.    Ludzie nie uciekają na etaty, bo zbyt wielu wolnych etatów nie ma. Po prostu zwalniająca gospodarka potrzebuje mniej pracujących (dlatego rośnie i będzie rosła stopa bezrobocia). Poza tym firmy wypchnęły już na samozatrudnienie tych pracowników, których wypchnąć mogły. Pozostali ci na etatach oraz wynajmowani od agencji pracy tymczasowej. Mało tego, tych wynajmowanych jest coraz więcej, więc popyt na samozatrudnionych spada.      Niewątpliwie jednak samozatrudnienie nie jest aktywnością na rynku pracy, która może się wielu ludziom podobać. Owszem, podatek dochodowy w wysokości 19 procent jest interesujący, ale trzeba pamiętać o wadach: brak urlopu, problemy w przypadku choroby, zupełnie inne traktowanie wypadków w miejscu pracy, inna odpowiedzialność za wyrządzone szkody itp.. Mitem jest, że samozatrudnienie daje lepszą płacę. W układzie miesięcznym może i daje, ale w przeliczeniu na godziny nie, bo przecież limitu godzin nie ma.      Oczywiście są zawody (dziennikarstwo), gdzie takie samozatrudnienie bardzo się opłaca ...
Czytaj całość »