01:45 | GMT: 23:45 Witaj, jesteś niezalogowany/a  |   Zarejestruj  |  
Blog Piotra Kuczyńskiego
Archiwum września 2013

Chiny hegemon czy na drodze do kryzysu?

Jaki jest najbardziej bezpieczny samochód produkowany przez chińską firmę? Oczywiście Volvo. Ta szwedzka marka przeszła w ręce Forda, który w 2010 roku sprzedał ją chińskiej firmie Geely. To prawdziwy signum temporis pokazujący jak Chiny zdobywają kolejne przyczółki w światowej gospodarce. Stają się powoli hegemonem, czy może są u progu katastrofy? Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi. Jeśli widziało się Szenzen, czy Szanghaj to łatwo przychodzi twierdzenie, że Chiny stają się potęgą. Jeśli jednak pojedzie się na głęboką prowincję, na chińska wieś to widać, że tam niewiele się od kilkudziesięciu lat zmieniło. Prawdą jest jednak, że ze wsi do miast przepłynął już 200 milionów ludzi, a szacuje się, że w ciągu najbliższych lat przepłynie następne 300 milionów. Dużo? Bardzo dużo, ale Chiny mają 1,3 miliarda ludzi. Czy zmiany będą wystarczająco szybkie? Czy nie dojdzie do klasycznego warunku, który umożliwia wybuch rewolucji, kiedy to poprawa sytuacji społeczeństwa jest zbyt wolna w stosunku do rozbudzonych aspiracji? Wszyscy ludzie obserwujący rynki finansowe pamiętają jak w szczycie kryzysu strefy euro prawie się modlono o to, żeby Chiny raczyły kupować obligacje zagrożonych państw Eurolandu. A Chińczycy ciągle dawali nadzieję nic w zasadzie nie robiąc. Owszem, mogliby pomóc (w końcu mają 3.600 miliardów dolarów rezerw walutowych), ale nie za darmo. Może by pomogli, gdyby Amerykanie posunęli się w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i dali im zdecydowanie więcej głosów. Na to jeszcze (z naciskiem na „jeszcze”) USA nie są gotowe. A więc potęga? W swojej książce „Chiny światowym hegemonem?” Jean-Paul Guichard i Antoine Brunet, dwaj francuscy ekonomiści, przekonują, że Chiny stają się mocarstwem, a Zachód nierozważnie pomaga im w osiągnięciu tego celu. Autorzy twierdzą, że przyjęcie Chin w grudniu 2001 roku do Światowej Organizacji Handlu było kolosalnym błędem. Uważają, że Chiny świadomie zaniżają swoje PKB posługując się niedowartościowanym juanem (to prawda) i korz...
Czytaj całość »

Przed wyborami gospodarka na wysokich obrotach?

Premier Donald Tusk ma chyba do Krynicy pecha. Już drugi raz w ciągu ostatnich pięciu lat właśnie w Krynicy stawia prognozy dotyczące tematów ekonomiczno-gospodarczych. W 2008 roku, na kilka dni przed apogeum kryzysu, którym był upadek Lehman Brothers, zapowiedział wejście Polski do strefy euro już w 2011 roku. Myślę, że pomylił się o jakieś 10 lat. Nie było w tym dużo jego winy, ale faktem jest, że i bez kryzysu (nawiasem mówiąc trwającego wtedy już od roku) data wejścia do strefy euro była nierealna i według mnie niesensowna. Tym razem premier w Krynicy ogłosił koniec kryzysu. Trochę przypomina mi to ogłoszenie przeszło dwadzieścia lat temu końca komunizmu w Polsce przez aktorkę Joannę Szczepkowską. Ona jednak miała wtedy rację, a premier może się znowu pomylić. Owszem, dane makroekonomiczne sygnalizują, że ożywienie gospodarcze pojawiło się zarówno w USA jak i w Chinach, Japonii oraz w Europie. Nasze dane makroekonomiczne też są coraz lepsze. Pamiętać jednak trzeba, że jest to ożywienie na sterydach, którymi są świeżo drukowane pieniądze. Od dawna (można nawet powiedzieć, że od lat) ostrzegam, że prawdziwa diabelska alternatywa czeka banki centralne właśnie wtedy, kiedy pojawi się ożywienie gospodarcze. Będą musiały zadecydować, kiedy i w jakim tempie zacząć wycofywać środki, którymi pobudzały gospodarki. Jeśli zrobią to za szybko to doprowadzą do recesji, jeśli za wolno to do dużej inflacji. Bardzo mało prawdopodobne jest to, że uda się im precyzyjne dostrojenie, które pozwoli na szybki wzrost bez wysokiej inflacji. Przed taką diabelską alternatywą stoi już teraz amerykańska Rezerwa Federalna. Międzynarodowy Fundusz Walutowy twierdzi, że o pierwszym zmniejszeniu wartości kupna aktywów Fed zadecyduje już 18. września tego roku. To na razie groźne nie będzie, ale już sama zapowiedź doprowadziła do znacznego wzrostu rentowności obligacji 10. letnich. A przecież ta rentowność jest odnośnikiem (benchmark) dla oprocentowania kredytów (szczególnie hipotecznych). Nic...
Czytaj całość »